wtorek, 27 czerwca 2017

#1

Gdy jesteś dzieckiem wszystko wydaje się proste, wszystko jest dla ciebie oczywiste, albo wręcz przeciwnie. Może jest właśnie trudne, a to dorośli uważają, że to co widzisz wcale nie istnieje, że jest tylko sielankową wyobraźnią małego dziecka? Nie ma potworów w rogu twojego pokoju, to tylko sweter, sam zjadłeś tą czekoladę, która leżała na stoliku. Nic nie znika, wszystko istnieje i nie ma rzeczy, które widzisz, które dostrzegasz, ponieważ jesteś dzieckiem. Masz zbyt wybujałą wyobraźnie. Gdy wbiegasz do swojego pokoju, siadasz na łóżku i nagle serce podchodzi ci do gardła, bo coś świeci się w rogu twojego pokoju. Krzyczysz, wołasz mamę, a gdy ona pojawia się w progu to znika, pojawia się światełko, dzięki któremu czujesz się znowu bezpiecznie. Ktoś obserwuje cię na placu zabaw, gdy biegasz po domkach specjalnie do tego przeznaczonych. Patrzysz na mężczyznę, a on szczerzy żółte zęby z wielkimi kłami podobnymi do zębów dzikiego zwierzęcia. Boisz się i uciekasz do swojego taty, który cię przytula i idzie odstraszyć owego pana. Jednak wiesz, że nie powinien, że ten mężczyzna nie jest zwykły. Świadczą o tym jego czerwone oczy, ale przecież to tylko twoja dziecięca wyobraźnia. Twój tata wraca, ponieważ pan w płaszczu szybko odszedł. 
Tak też było w przypadku małego Saia, który od dziecka wykazywał "wybujałą wyobraźnię". Od dziecka widział potwory i anioły, od dziecka uważał, że to małe chochliki zjadały ciasteczka z pudełka jego mamy. Nikt jednak mu nie wierzył. Wyrośnie z tego, a może nawet zostanie pisarzem. Sai bał się spać, bał się wychodzić z domu, ale zawsze wchodził do swojego pokoju, gdzie były potwory, kładł się pod łóżko, bo jak uważał tam nikt nie będzie go szukać, ponieważ tam one śpią w dzień. Leżał tam skulony i zasypiał późno. Bał się przechodzić przez progi domów, ale robił to w zastraszającym tempie. Uważał, że w progach domów żyją gobliny, które czyhają tylko na to, aby go złapać i porwać. Był dzieckiem chudym, ale bardzo szybkim. Był blady, posiadał kruczoczarne włosy i jasne, niebieskie oczy. Często się jednak uśmiechał, bo kochał swoich rodziców, chciał aby i oni byli szczęśliwi. Od małego był uważany za dziwaka i nie zmieniał tego, nie chciał, aby ktoś zmienił o nim zdanie. Chciał być wyobcowany, chciał się bawić sam ze sobą z małymi elfami, które w nocy pojawiały się w jego pokoju, z którymi rozmawiał, w których widział swoich przyjaciół. Rano budził się z przeświadczeniem, że był to tylko sen. Siedząc na lekcjach w szkole nigdy nie uważał. Rysował istoty, które śniły mu się w nocy. Jednak najwięcej było tych potworów, które starały za wszelką cenę go złapać i wciągnąć do dziwnej bramy, gdzie było ciemno, gdzie nie wiedział, co może się wydarzyć. Po takich snach budził się zalany potem i przerażony jakby właśnie spotkał mordercę pokroju Freddiego Kruegera. Jeszcze jako naiwne dziecko powtarzał o tych widokach dorosłym, ale oni nie rozumieli. Ciotka, czyli siostra jego mamy kazała go wysłać do psychologa, ale Sai bał się tego mężczyzny. Był on zbyt dziwny, aby był w stanie mówić mu wszystko. W końcu nauczył się udawać, że wszystko mija, że nie ma snów, że nie ma przywidzeń. Zaczynał udawać zdrowego na umyśle, ale zaczynał się jednocześnie bardziej wycofywać. Nocami czytał książki, albo grał, aby zasnąć brał tabletki nasenne, aby móc spokojnie przespać nockę bez napadów paniki. W końcu przestał mieć wrażenie, że coś go obserwuje, zaczynał wyrastać na nastolatka, ale takiego, którego uważano za tzw. aliena społecznego. Nikt nie chciał się z nim zadawać. Uczył się dobrze, a ze sportu jedyne co potrafił to szybko biegać, bo inaczej nie poradziłby sobie z ucieczką przed szkolnymi dryblasami.
Miał tylko jednego kumpla, który był takim samym odludkiem jak Sai, ale można było go uznać za lepszego, ponieważ Ronnie Die był bardziej samodzielny. Potrafił się bronić, stawiać czoło wyzwaniom i być zdecydowanie bardziej odważny. Sai w porównaniu do niego był jedynie szarą myszką, która broniła się sarkazmem po chwili lądując na ziemi z podbitym okiem. Ronnie potrafił się bronić, potrafił oddać i bez krępacji podrywać dziewczyny. Oboje mieli niepisany układ, w którym Die miał bronić Saia przed dryblasami, a Sai miał mu pomagać z większością przedmiotów szkolnych zdać do następnych klas. Kumplowali się tak od 3 klasy podstawówki, gdy to Ronnie pojawił się jako nowy uczeń. Sai także kumpluje się z Ronniem, ponieważ ten chłopak nie odpowiada jego rodzinie jako osoba, z którą mógłby się przyjaźnić. Młody Die wygląda jak ktoś, kto właśnie wyszedł z poprawczaka, a nie ze szkoły. Ma zielonego irokeza, po bokach głowa zgolona jest na łyso. W twarzy ma co najmniej pięć kolczyków. Dwa w brwi, dwa w wardze i jeden w nosie. Wszystkie to kółka. Ma także zrobione sobie kilka tatuaży. Ubiera się w podarte kamizelki dżinsowe, podarte spodnie i ciężkie glany, które zwykle wymienia w ostateczności - póki taśma ich nie będzie w stanie trzymać w całości. Do tego dorabia sobie to tu to tam, ponieważ pochodzi z biednej rodziny. Matki teoretycznie nie widuje, ponieważ jest kobietą lekkich obyczajów, a ojca w ogóle nie zna. Sai przy tym chłopaku wygląda jak książę, który całe życie miał podcieraną pupcię, co Ronnie zawsze mu powtarza, gdy się pokłócą
Wszystko miało być sielankowe, zwyczajne i szare do pewnej nocy, gdy w domu Saia ponownie zjawiły się czarne jak noc potwory ze świecącymi oczami, białymi, przerażającymi uśmiechami, długimi rękami z rozgałęzionymi palcami. Znowu chciały go porwać. Sai krzyczał, darł się, błagał o pomoc i owa pomoc się zjawiła pod postacią jego mamy i taty, ale nie byli w stanie pokonać potworów. Pierwszy raz w życiu uwierzyli swojemu synowi, ze widzi on stwory nie z tej ziemi. Zostali oni wciągnięci do tego ciemnego wymiaru, który tyle razy śnił się chłopakowi. Sai krzyczał, próbował złapać swoją mamę za kostkę, ale jeden z potworów, z przerażającym uśmiechem siedział za nim i obejmował go swoimi długimi rękami. Sai miał wrażenie, że gdyby potwory potrafiły mówić usłyszałby szept: będziesz następny Sai, będziesz następny. Towrzyszyłby temu przerażający śmiech. Sai siedział na łóżku bezradnie patrząc w miejsce, w którym zniknęli jego rodzice i po prostu płakał. Dlaczego jego mama znowu nie odgoniła tych potworów, dlaczego nie było jasnego światła, którym go chroniła? 

8 komentarzy:

  1. Super! <3 Moje klimaty hihi, ale troszkę zbyt grzeczne jak na takie opowiadanko moim zdaniem xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tobie to wszystko jest za grzeczne XDD <333

      Usuń
    2. Nie tylko jemu wydaje się że jest to zbyt delikatne xd

      Usuń
  2. Zapowiada się cudowna historia. Kiedyś, kiedy czytałam o Ani z Zielonego Wzgórza, to zazdrościłam jej tak bujnej wyobraźni ;) Też chcę taką ;D Ludzie z wybujałą wyobraźnią są świetni! Dlatego zakochałam się w Saiu od pierwszego zdania :*
    Kawał dobrej roboty, kochana :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <33 Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz, gdy będziesz czytać dalej <33

      Usuń
    2. Proszę, nie, bo ten debil jeszcze sobie miłość ubzdura xD

      Usuń