środa, 28 czerwca 2017

#2

Obudził się gwałtownie w swoim łóżku zalany potem. Pokój wyglądał tak samo, kołdra owinęła się mu wokół nóg i ledwo mógł się ruszyć. Wszystko się do niego kleiło, ale nie zwracał na to uwagi. Wygramolił się resztkami sił z łóżka. Mimo, że najwyraźniej przespał całą noc czuł się okropnie zmęczony. Każda kończyna go bolała, a zwłaszcza głowa. Świadomość, że nie zastanie rodziców w swoim domu sprawiała, że ręce i nogi były jak z waty. Wyszedł na przedpokój, który był zalany wschodzącym słońcem, które dostawały się do tego miejsca przez dwa okna zamontowane specjalnie po to, aby każdy rano mógł poczuć, że dzisiaj jest piękny dzień. Drżał czując, że się rozpłacze. Ruszył po drewnianej podłodze powłócząc bosymi stopami. Nasłuchiwał jakichś dźwięków, ale w uszach mu huczało, wręcz głucho piszczało. W pewnym momencie poczuł szarpnięcie i upadł na podłogę. Nagle z łazienki wyszedł jego tata. Nadal miał lekki zarost i jasne, niebieskie oczy, które nosiły w sobie radość do otaczającego świata. Blada cera i lekko podkrążone oczy po zarwanej nocce w dokumentach. Miał ciemne włosy, które teraz były mokre i w lekkim nieładzie.
 Sai, co ty robisz?  usłyszał otwierając zaskoczony usta. Jego tata tu był. To... nie możliwe. Czyżby wczorajsze koszmary były aż tak bardzo realistyczne, że oszalał? Pokręcił głową i uśmiechnął się.
 Nic tato, cieszę się, że jesteś — szepnął, podniósł się i mocno go objął. — Idę na śniadanie — zbiegł na dół, a widząc swoją mamę, która smażyła jak zawsze naleśniki przytulił ją od tyłu. 一 Kocham cię  wyszeptał. Jego mama uśmiechnęła się zaskoczona, ale odwróciła się i go objęła. Pocałowała go w czoło i ponownie wróciła do smażenia naleśników.
Chłopak wrócił do swojego pokoju, gdzie zebrał potrzebne rzeczy i poszedł do łazienki. Czuł się stabilnie. Był dumny, że nie potrzebował psychologa, aby w tak krótkim czasie pozbyć się strachu i paniki. Było to dziwne, ale nie zwracał na to uwagi. Był szczęśliwy, że nie jest sam. Wybiegł z domu na parne podwórze. Przebiegł przez nie szybko i skierował się do miejsca, w którym zawsze spotykał się z Ronniem. Gdy tylko go zobaczył uśmiechnął się szeroko i pomachał do niego. Ten tylko uniósł jak zwykle dłoń w górę, a następnie posępnie wcisnął ją w kieszeń obdartych spodni.
Co cię tak bawi? — zapytał przyglądając się mu uważnie. Na ułamek sekundy Sai zauważył w jego oczach czerwony błysk, ale nie zwrócił na to uwagi tylko wzruszył ramieniem. — Uważam, że dzisiaj jest dobry dzień — odpowiedział tylko dalej idąc w kierunku szkoły.
Całą drogę milczeli. Sai wiedział, że Ronnie ma takie dni, że nie mówi, ale dzisiaj był naprawdę mocno milczący. Wokół było wręcz widać jak gorące powietrze unosi się i rozmazuje widok przed nimi. Ludzi prawie nie było, miasto wyglądało jak porzucone, ale żadnego z nich to nie zdziwiło. Ba, żaden z nich nie zdawał się nawet to zauważać. Chłopak ciągle coś wtrącał, o czymś mówił, a Ronnie tylko kiwał głową udając, że słucha. Ich typowe rozmowy zawsze tak wyglądały. Sai miał już mokre włosy od tego ciepła, ale już chwilę potem znaleźli się w chłodnej szkole. Wokół chodzili smętnie różni ludzie, mijali się bez słowa. Niektórzy ze sobą rozmawiali. Czyli typowa nudna szkoła, w której uczą się zombie. Zadzwonił dzwonek i usiadł w sali pod oknem. No usiadłby tam, gdyby nie widok jakiejś ponurej brunetki o długich włosach. Spojrzała zielonymi oczami na chłopaka wręcz chłodno i wróciła do swojej kartki, na której coś rysowała. Sai nie chciał się o nic kłócić, bo nie czuł, aby ta osoba chciała w ogóle rozmawiać, więc usiadł obok w środkowej ławce. Spojrzał na Ronniego, a gdy ten gapił się w tablice nie odezwał się już, ponieważ w sali pojawił się nauczyciel. Chłopak cicho westchnął i zabrał się za robienie notatek. Po chwili się zorientował, że zanotował same bzdury, które nie miały zbyt dokładnego pokrycia z ich historią. Miał wrażenie jakby ktoś sobie z niego jaja robił. Podniósł rękę i spojrzał na profesora.
Przepraszam, ale druga wojna rozpoczęła się w 1939, a nie w 1690 — zwrócił uwagę. — Czy na pewno jest pan nauczycielem historii? — zadał pytanie, a wtedy poczuł kolejne szarpnięcie i gdyby nie oparcie krzesła zapewne znowu wylądowałby na ziemi. Profesor wyszczerzył żółte, ostre zęby w przerażającym uśmiechu, oczy zaświeciły mu się na czerwono, a przed twarzą pojawił się człowiek z placu zabaw. Poczuł dreszcz strachu, który przepłynął mu po plecach. Nie potrafił się ruszyć, a mężczyzna szedł w jego kierunku oblizując się jak Ronnie na widok pizzy. Wyciągnął w jego kierunku ręce i wtedy zobaczył jak głowa profesora zostaje przecięta jakimś srebrnym ostrzem. Każdy uczeń w pomieszczeniu stał się ciemną istotą o jarzących się oczach.
Chodź — usłyszał warknięcie, szarpnięcie za nadgarstek i zobaczył tą brunetkę, która odstraszyła go wcześniej. Wszyscy wokoło wyciągali do niego chude dłonie, więc podniósł się i dał się ciągnąć jak kukiełka przez wysoką dziewczynę. — To nie możliwe, abyś był tym, którym masz być — mruczała do siebie, a Sai miał wrażenie, że dziewczyna go obraża, ale nie chciał o tym myśleć, ponieważ z sal jak zombie zaczęły wypływać ciemne istoty o jarzących się oczach. Nagle dziewczyna skręciła i wciągnęła go do schowka na miotły.
Stąd nie ma wyjś... — zaczął, ale zobaczył jasne światło zamiast ściany, o które zwykle opierały się jakie miotły i mopy woźnego.
Jedyne przejście, którego jeszcze nie zamknęli — warknęła i pociągnęła Saia do środka. Chłopak poczuł szarpnięcie i obudził się ponownie zalany potem w zdemolowanym pokoju. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz