czwartek, 29 czerwca 2017

#3

Rozdział dedykowany Xani <33

Sai obudził się w zdemolowanym pokoju zalany potem. Co się wydarzyło? Gdzie był? Czemu nic nie pamiętał? Czemu nadal czuł tego potwora za sobą? Co się stanie, gdy odwróci głowę? Czuł jak serce wali mu w klatce piersiowej z prędkością światła. Był przerażony. Spojrzał na miejsce, gdzie zniknęli jego rodzice, ale nic tam nie dostrzegł. Zsunął się z łóżka, ale nadal nie patrzył za siebie. Miał wrażenie, że ktoś cały czas za nim stał, ale nie zamierzał się odwracać. Był na to zbyt tchórzliwy, zbyt przerażony. Sai nie należał do osób odważnych, zawsze uciekał, gdy tylko miał ku temu sposobność. Wyszedł na korytarz, który był skąpany w lekkim półmroku. Mogła dochodzić jedynie szósta, nie słyszał jednak dźwięków z łazienki, ani z kuchni. 
Mamo? — zapytał cicho. — Tato?! — powiedział głośniej, ale ponownie odpowiedziała mu głucha cisza, która wręcz biła po uszach. Wiecie co to za okropne uczucie, które co jakiś czas się pojawia. Głuchy pisk, który tylko ty słyszysz. Każdy je ma, ale nikt nie wie skąd. Ruszył dalej docierając do sypialni jego rodziców, nikogo w środku nie było, więc zszedł na dół, ale tam także nikogo nie było. Poczuł bolesny ucisk w żołądku. Zaczął chodzić po domu wołając ich, ale nikogo nigdzie nie było. Poczuł łzy w oczach, ale szybko je wytarł i zadzwonił na policję. Powiedział im, że jego rodzice zniknęli, ale nie wiedział, co więcej powiedzieć. Po chwili paradowało po jego domu mnóstwo ludzi, a on siedział podenerwowany na sofie i czekał na jakiekolwiek informacje. Jakiś facet zadawał mu kolejny raz to samo pytanie, a on kolejny raz mówił to samo, że miał sen, w którym rodzice znikają porwani przez potwory, a gdy rano się obudził nikogo w domu nie było. Jego pokój był zdemolowany, a okno otwarte. Wysłali go do szkoły, aby udawał normalnego. Nikomu nie miał o tym mówić, ale podejrzewał, że i tak już rozniosły się plotki, że u Creekerów była policja. Zebrał się do kupy i skierował do szkoły, gdzie zapewne czekał na niego Ronnie. Poszedł na klatkę schodową do piwnicy, gdzie czekał na niego jego kumpel. Dostał od niego sms. Usiadł obok niego zgaszony i ciężko westchnął. Ukrył twarz w dłoniach. 
Co się stało? — usłyszał po dłuższej chwili głos Ronniego, ale miał wrażenie, że dociera on do niego jak zza grubej szyby. Spojrzał na niego i westchnął ciężko. 
Miałem dziwny sen, w którym potwory z dzieciństwa porwały moich rodziców do jakiegoś innego wymiaru, obudziłem się i moich rodziców nie było — mruknął. — Brzmi jak historia z jakiegoś taniego filmu — dodał na koniec i bez słowa przyjął papierosa od swojego kumpla. Nie wiedział czemu, ale Ronnie mógł być największym chujem w szkole, a mimo to zawsze wiedział czego potrzebował Sai. Gdy chłopak skończył dusić się trującym dymem poszli na lekcje. Sai ponownie rysował wszystko, co pamiętał, co pojawiało się mu w głowie, gdy nagle do sali weszła dziewczyna o brązowych włosach i zielonych oczach. Spoglądała na każdego chłodno. Mogła mieć co najmniej 165 cm wzrostu, co w oczach Saia było nawet wysoką osobą. Została przedstawiona jako Xania Light, nowa uczennica. Usiadła z przodu niego i Sai mógł poczuć zapach bzów przez całe zajęcia. Przyglądał się jej długim, miękkim włosom, aż w końcu uświadomił sobie, że było to cholernie nienormalne, więc wrócił do kartki, gdzie zaczął rysować. Po pewnym czasie spod jego ołówka wyszła nowa dziewczyna w ich klasie. Poczuł ukłucie w żołądku i pokręcił głową. Nagle na kartce wylądowała mała, zgnieciona, papierowa kulka. Otworzył ją i zobaczył koślawe pismo Ronniego:
Co ty wyprawiasz? Wyglądasz jakbyś ducha zobaczył. Belfer się na ciebie gapi!
Sai spojrzał na nauczyciela, który faktycznie się mu przyglądał, wtedy w głowie pojawił mu się dziwny obraz, w którym wszyscy uczniowie to ciemne potwory z jego snów, ale nic takiego się nie stało. Chciał już mieć koniec zajęć, chciał już wyjść z tego miejsca i nigdy nie wrócić. Gdy wcześniej przechodził przez korytarz z Ronniem słyszał te szepty i czuł ukradkowe spojrzenia na sobie. Dobrze wiedział, że większość słyszała o policji pod jego domem. Wyszedł z sali, gdy tylko zadzwonił dzwonek. Nie czekał na Die, tylko wbiegł na dach szkoły, gdzie był urządzony mały ogród przez kółko botaniczne. Usiadł na ławce i ciężko westchnął. Był na granicy wytrzymania. Te sny prześladowały go już od dłuższego czasu i nie miał pojęcia, dlaczego tak się dzieje, a najważniejsze pytanie brzmiał, dlaczego je ignorował.  W każdym z nich byli jego rodzice, którzy znikali, ale nie sądził, że pewnego dnia sen stanie się prawdą. Krzyknął z powodu swojej bezradności czując, że zaraz oszaleje jeśli nic nie zrobi.
Ronnie w tym czasie obserwował swojego kumpla zza drzwi. Miał już odchodzić, gdy natknął się na nową dziewczynę. Uśmiechnął się paskudnie doskonale wiedząc kim jest Xania. Ronnie był pewny siebie, uśmiechał się w taki sposób jakby wiedział więcej i tak właśnie było. Złapał kosmyk włosów brunetki i przepuścił go lekko między palcami. Zbliżył się do niej powoli i patrzył w jej oczy.
Nadal pachnie bzami — odezwał się w końcu. — Nadal masz miękkie włosy — dodał, a dziewczyna odtrąciła jego dłoń.
Zna już prawdę? — w odpowiedzi usłyszała śmiech.
Sama się przekonaj, gdyby znał wiedziałby kim jesteś, a tak nadal jest w moich sidłach — minął dziewczynę schodząc na dół. — Nie radzę ci mówić mu prawdę. Uwierzy bardziej mi, niż tobie — śmiech chłopaka roznosił się echem po klatce schodowej i po chwili umilkł. 

4 komentarze: