sobota, 1 lipca 2017

#5

   Siedziała w obcym pokoju, w miejscu, które nazywali szpitalem spędziła kilka dni, a teraz zabrał ją do siebie chłopak o niebieskich oczach. Nie odzywała się, zapominała znaczenie słów. Jedynie potrafiła powiedzieć, że nic nie pamięta. Gdy zadawali jej pytania kręciła głową. Mężczyzna w białym ubraniu mówił, że jej minie, ale chciała już wiedzieć kim jest. Zsunęła się powoli z łóżka i podeszła do biurka, na którym leżał miś. Uśmiechnęła się. Miała wrażenie, że znała historię pluszowych misiów, ale nie pamiętała czemu. Poczuła lekkie szarpnięcie w okolicach pępka, ale je zignorowała. Alarm w głowie mówił, że jest bezpiecznie, więc nie zamierzała się ruszać z tego miejsca, od tego chłopaka o niebieskich oczach. Wsunęła się z powrotem do łóżka. Miała na sobie piżamę mamy tego chłopca. Przytuliła się do misia i spoglądała na drzwi, za którymi ktoś się pojawił o czym świadczyły cienie w szparze między podłogą, a wejściem. Ktoś zapukał i po chwili wszedł Sai. 
   — Przyprowadziłem mojego znajomego. Razem postaramy się ci pomóc z odzyskaniem pamięci — powiedział, a blondynka pokiwała głową z delikatnym uśmiechem. Zaczęło jej piszczeć w uszach i po chwili pojawił się alarm. Przez jej ciało przeszedł gorący dreszcz, a serce przyśpieszyło jakby właśnie zobaczyła potwora, a był to jedynie chłopak o chłodnych, szarych oczach i zielonych włosach. W jego oczach malował się szok, ale szybko ukrył go pod maską obojętności. Dziewczyna przytuliła mocniej misia i po chwili zaczęła głośno krzyczeć. Tak jakby była w horrorze. Była przerażona i nie potrafiła się uspokoić. Pisk sprawił, że chłopacy zasłonili sobie uszy. Zaskoczony jej reakcją był głównie Sai, ale to Ronnie wyciągnął go z pokoju. 
   — Chyba mnie nie polubiła — odezwał się, gdy dziewczyna się uspokoiła, a oni schodzili po schodach w dół. Zagryzł wargę czując narastającą obawę. — Opowiedz mi co się stało jeszcze raz — powiedział cicho. 
    — Może to z powodu twojego wyglądu — zaśmiał się Sai, mimo że nadal nie rozumiał reakcji dziewczyny. — No idę sobie chodnikiem, aż nagle patrzę jakaś dziewczyna wchodzi na ulicę, po której jechały samochody. W ostatniej chwili złapałem ją i wciągnąłem na chodnik. Przewróciła się i straciła przytomność. Zabrałem ją do szpitala, a gdy się obudziła nic nie mówiła oprócz tego, że nic nie pamięta. Nawet nie wie jak się nazywa. Nie odzywa się od tamtej pory — zakończył i ciężko westchnął. — A moich rodziców nadal nie ma. Policja nic nie wie, rodzina nic nie wie. Jutro ma przyjechać mój wujek, abym nie musiał wylądować w domu dziecka — westchnął ciężko. — To jakieś chore — przeczesał włosy. 
   Ronnie jeszcze chwilę z nim został, a potem powiedział, że musi już iść, bo dziewczyna najwyraźniej się go boi. Sai miał za zadanie ją uspokoić, a Ronnie miał pytać o jego rodziców. Chłopak wyszedł i gdy był już w bezpiecznej odległości kopnął kamień, warknął mocno wkurzony i ruszył przed siebie. Nie rozumiał, dlaczego nagle te dwie dziewczyny musiały się tu zjawić, a najgorsze, że ta blondynka nie pamiętała. Nic nie rozumiał i miał zamiar to wyjaśnić. Wszedł do parku zastanawiając się jak znaleźć Xanie. Nie miał nawet jej adresu... Spojrzał na dziewczynę, która siedziała na ławce w przyciemnianych okularach z książką od historii na kolanach. Nie wierzył, że miało to być takie łatwe. Bez słowa usiadł obok niej, na co dziewczyna nawet nie drgnęła. Jedynie zerknęła na chłopaka kątem oka. 
   — Życie ci nie miłe? — zapytała na samo dzień dobry. — Nie masz co robić? — odłożyła książkę. 
    — Po co to czytasz? To nudne — zauważył. 
   — Chce coś wiedzieć, aby nie wyjść na idiotkę, tak jak ty pierwszego dnia — wyszczerzyła się złośliwie, a chłopak tylko prychnął zakładając ręce na klatce piersiowej jak miał w zwyczaju, gdy ktoś wytykał mu błędy, a zwłaszcza te, które popełnił parędziesiąt lat temu. 
   — Kiedy ostatnio byłaś w Twierdzy? — spojrzał na nią, a ona zobaczyła w jego oczach błysk zwycięstwa, który świadczył o tym, że chłopak coś wiedział. Xania poderwała się z zajmowanego miejsca i przyłożyła mu palec do gardła. Ronnie dobrze znał tą sztuczkę, więc zamarł w bezruchu, ale nadal triumfował, co brunetkę bardzo denerwowało. 
   — Mów, co zrobiliście?! — warknęła i nachyliła się do niego. — Gadaj! — mocniej wbiła paznokieć w jego szyję, a chłopak poczuł, że zaczyna go coś palić, więc zaczął odchylać głowę. 
   — W tym problem, że nie wiem, co zrobili, ale zapłacą za to — podniósł się gwałtownie, co zaskoczyło dziewczynę. Nie była na to przygotowana, nie była zbyt czujna. Zawsze miała problemy z koncentracją, co pojawiło się u niej po pewnym wypadku. Złapał jej nadgarstki mocno, a oczach płonęła wściekłość, którą wcześniej dobrze ukrywał. — Miałaś jej pilnować — odepchnął ją i ruszył przed siebie po chwili znikając w zaroślach. 
   Ronnie ruszył przez salę do swojego miejsca. Wszystkie potwory kłaniały się przed nim, a on czuł satysfakcję. Każdy wyczuwał jego zły humor, co było dla niego miodem na serce. Zatrzymał się gwałtownie, zamarł i po chwili odwrócił się. Jego szare tęczówki teraz jarzyły się czerwienią, a uśmiech zdecydowanie się poszerzył. Włosy, które na ziemi były krótkie i zielone, teraz sięgały niżej uszu i były czarne jak smoła. Wraz z obrotem mężczyzna obok niego stracił głowę. Wszyscy, którzy tu byli wyglądali tak samo. Mieli jeden cel porywać i kontrolować mary. 
   — Kto nie słuchał moich poleceń? Kto użył portalu? Kto zamknął w nim marę? - zadał pytanie cedząc z wściekłością każde słowo. Któreś z mar zaczęły wyłaniać się z cienia i zbierać martwe ciało jednego ze sług. — To było ostrzeżenie.

3 komentarze:

  1. Uuu za je biste... to się tak dobrze rozwija *-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Łoo! To była moc. Coś tak przeczuwałam, że Ronnie jest zły, ale to przerosło moje najśmielsze oczekiwania! Opowiadanie świetnie się rozwija.

    OdpowiedzUsuń