środa, 9 sierpnia 2017

#8 cz. 2

Siedzieli w kuchni przy stole. Sai był zdenerwowany, ruszał nerwowo nogą spoglądając to na jednego to na drugiego. Przed nimi stały szklanki z parującą leniwie herbatą. Żarówka, która wisiała nad nimi oświetlała słabo pomieszczenie, czasami migocząc. Powinien ją już dawno wymienić, jego tata miał to zrobić rano po ich porwaniu. Nie zdążył. Teraz żarówka tylko migała i ostrzegała, że niedługo się przepali. Nie zrobiła tego. Xania wykonywała palcem kółka wokół krawędzi szklanki, a Sai przypominał sobie ich pierwszą rozmowę, gdy siedzieli na ławce na dachu. Opowiedziała mu o tym, że sama straciła brata w podobny sposób. Wolał potwory, wolał upaść niż z nią zostać. Myślał, że chodzi o narkotyki, ale to było mało ważne. Interesowało go to, że ona znała jego wujka. 
— Sai — odezwał się Syriusz spoglądając na niego szarymi oczami. Mężczyzna miał poplątane, ciemne włosy, które sięgały mu niżej uszu. Wyglądał tak jakby nigdy nie używał grzebienia. Na twarzy miał kilkudniowy zarost, przez który zdawał się być o wiele starszy niż w rzeczywistości był. Ubrany jak zwykle w za duże, nie pasujące do siebie ubrania. Jedyne co w nich pasowało to ciemne kolory, ale nijak się to miało do elegancji, którą szczycił się brat mężczyzny zawsze noszący garnitury szyte na miarę. Syriusz wyglądał jak włóczęga, co imponowało młodemu Creekerowi.  Sam zawsze chciał taki być. Nigdy nie rozumiał też niechęci jaką jego ojciec wykazywał do swojego brata. Jak już było wspomniane Sai lubił wszystko to, co jego rodzice nienawidzili. — Pamiętasz te potwory, o których zawsze nam opowiadałeś? O tym jak ojciec wmawiał ci, że one nie istnieją, o tym, że czujesz, że łapią cię za kostki, gdy chcesz zasnąć? Pamiętasz jak chowałeś się pod łóżko twierdząc, że tam cię nie znajdą, bo to ich kryjówka? — zalała go fala pytań i jednocześnie wspomnień z tamtego okresu. Nie lubił tego wspominać, ponieważ czuł się tak jakby ktoś wypominał mu jego własne słabości. Do tej pory nie może zasnąć bez misia obok, czy też nocnej lampki włączonej. Nie dałby rady. Panika za bardzo wzbiera nim od środka. 
— Tak, ty mi zawsze wierzyłeś, ale co to ma do rzeczy? — zapytał patrząc na milczącą cały czas Xanie. Nie podniosła wzroku nadal patrząc się w herbatę. Nie smakowała jej? Może nie lubiła? Może powinien dać jej soku? Zignorował te pytania i skierował swoje spojrzenie na wujka, który ewidentnie toczył walkę z myślami. Znowu zapadła długa i męcząca cisza przerywana jedynie krótkimi spięciami w żarówce, która migała co jakiś czas.
To wszystko jest prawdą — spojrzał na niego zaskoczony, ale nie zaśmiał się. Podświadomie nadal wierzył, że nigdy to nie były swetry, że te ciastka, które znikały z pudełka mamy były zjadane przez chochliki. — Twój ojciec nie pozwalał ci wierzyć w te historie, ponieważ chciał zapomnieć o miejscu, z którego pochodził, a pochodził z miasta, które jest zawieszone w czasie. Ludzie tam żyją wiecznie ich zadaniem jest ochrona tego świata. Ziemi, która zaczyna się rozpadać, ale ludzie tego nie zauważają. Dawno temu, gdy świat był tworzony nie było zła, stąd historia raju w biblii. Ludzie mieli żyć w zgodzie z naturą, samymi sobie i wszystkim, co istniało wokół nich. Niestety kobieta stworzona przez Najwyższego chciała czegoś więcej, chciała mieć tyle praw co Stwórca, więc popchnęła się do najgorszej rzeczy, którą mogła kiedykolwiek zrobić. Złamała zakaz i wypuściła węża. Na ziemi rozpętała się walka, którą wygrali Strażnicy. Stworzyli oni ze skrawka raju świat zawieszony w czasie. Ludzie o niezwykłych mocach rodzą się i do pewnego czasu po prostu przestają się starzeć. Wtedy poznają skrawek przeznaczenia, którego nie mogą nikomu zdradzić, ale jednocześnie mają wybór. Wykorzystają go dobrze lub źle. Niektórzy poznają sposób swojej śmierci, co może ich niszczyć od środka. Jedną z takich osób jest właśnie Ronnie. Dlatego ja i Xania chcieliśmy cię ostrzec, abyś na niego uważał... abyś mu nie ufał — Sai słuchał oniemiały tych słów. W głowie pojawiła się burza myśli, na twarzy wymalował się brak zrozumienia wobec tej opowieści. Nie chciał jednocześnie wierzyć, ale nie odezwał się. Głos ugrzązł mu w ustach. — Mój brat, czyli twój ojciec — kontynuował Syriusz — Dowiedział się przeznaczenia swojego syna i nie chciał, aby ono się spełniło, więc uciekł. Nikt nie dowiedział się, co się tobie przytrafi, ale każdy wiedział, że jesteś ważny. Mój brat chciał, abyś zapomniał o potworach, które kryje świat po grzechu pierwszej kobiety. Są one kontrolowane przez Ciemnych Strażników. Kryją się w mroku i są to mężczyźni, których zawsze widziałeś, gdzieś w pobliżu. Potwory potrafią tworzyć portale, w których ludzie tracą rozum, a strażnicy pamięć — zawiesił głos, a Xania w końcu uniosła głowę.
— Gdzie Kim? — zapytała a w jej oczach pojawiło się zdenerwowanie. — Gdzie ją schowałeś? Co się z nią dzieje? Gdzie ona jest? - dziewczyna podniosła się z miejsca tym samym rozlewając herbatę.
— Z Ronniem  powiedział samemu się podnosząc i wycofując. — Nadal nic nie rozumiem — dodał uświadamiając sobie, że jego rodzice oszukiwali go całe życie. Stanął we wejściu do kuchni i po chwili już wybiegał przez drzwi swojego domu na chłodne, nocne powietrze.
W tym czasie para młodych na pozór osób stała wtulona w siebie na wzgórzu skąpana w blasku bladego, jeszcze nie pełnego księżyca. Noc był chłodna, ale przejrzysta. Na niebie wręcz migotały zdawałoby się, że w tańcu gwiazdeczki oddzielone od nich milionem lat świetlnych. Ronnie miał ochotę rozszarpać szlochającą dziewczynę, ale jednocześnie nie potrafił jej puścić. Nienawidził tego, że znał swój los, swoje przeznaczenie. Nie chciał, aby tak skończyło się jego życie, a w dodatku nie miał pojęcia jak się obronić przed nieuchronnym losem. Kara za złamanie grzechu wiele lat temu, kara nieadekwatna do czynu. Po co stwórca tworzył ludzi niedoskonałych? Blondyneczka czuła szarpanie w okolicach pępka, alarmy, które kazały jej uciekać, ale nie ruszała się. Stała sztywna jak kukiełka i drżała w spazmach płaczu bezradności. Czuła, że nigdy nie płakała, ale jednocześnie te łzy pojawiały się same.
Boli — usłyszał czując jej gorący oddech, który otulał jego klatkę piersiową. Jedyne co zrobił to mocniej ją objął, ale zaraz puścił jej drobne ciało i spojrzał szarymi oczami oddychając ciężko. Przejechał palcami po jej twarzy i dziewczyna zapadła w sen upadając w jego ramiona.
Co jej zrobiłeś? — usłyszał za sobą głos swojego przyjaciela. Na ustach chłopaka pojawił się złośliwy, lekko psychiczny uśmiech wyprany z emocji. Odwrócił się powoli w jego stronę obejmując Kim. Spojrzał na jej bladą cerę, która w obecnym świetle zdawała się być srebrzysta.
Uchroniłem przed bólem drogi Saiu. Po twojej minie wnioskuję, że Syriusz już ci wszystko powiedział. Zastanawiałem się kiedy to zrobi. Może powinienem zająć się nim jako pierwszy? — zadał to pytanie w taki sposób jakby rozważał, czy ma zjeść skrzydełka, a może pierś kurczaka. Spojrzał na chłopaka i przekrzywił lekko głowę. — Nadal nic nie rozumiesz — westchnął. — Postaram się ci to wyjaśnić. Dowiedziałem się jak zginę, ale nie chciałem umierać w tak beznajdziejny sposób, więc postanowiłem zabić Księżniczkę Hebi, która wypuściła zło na świat. Nie powiem było to trudne zadanie, ale się udało. Teraz jej cząstka żyje we mnie - odsłonił rękawek czarnej koszulki, gdzie Ronnie miał tatuaż zwiniętego węża. Jego oczy zaświeciły się na żółto, a wąż poruszył się zaciskając swoje wijące się ciało jeszcze mocniej. — Zależało mi na tym, abyś dołączył do mnie, ponieważ wiem, że jesteś ważny. Chciałbym, abyś poznał swoje przeznaczenie i mi je zdradził — mocniej zacisnął dłonie na śpiącej dziewczynie przerzucając ją sobie przez ramię. — Ty, ja i ona damy radę zapanować nad rozpadającym się światem i...
Dosyć. Ty też udawałeś? Oszukiwałeś mnie? Byłem ważny? Nic nie rozumiem, ale masz wypuścić Kim. Ona ci nie ufała, a przecież nawet cię nie znała, więc coś tu nie gra. Odłóż ją — Ronnie jedynie zaśmiał się i po chwili rozpłynął się jak mgła w powietrzu.